Do broni, czyli zabite marzenia

Obiecałem sobie przed narodzinami syna, że w przyszłości pozwolę mu realizować się w wybranej przez  niego dziedzinie. Nie do końca jest to ...


Obiecałem sobie przed narodzinami syna, że w przyszłości pozwolę mu realizować się w wybranej przez niego dziedzinie. Nie do końca jest to prawdą.

Po pierwsze, fakt pojawienia się dziecka w naszym życiu przewrócił, może nie wszystko do góry nogami, ale na pewno zdrowo namieszał. Już nie jestem takim otwartym, liberalnym, a co mi tam-tatą. Po drugie, moje zainteresowania, osobowość, sposób wychowania będą z pewnością wywierały na Maksymiliana duży wpływ. Po trzecie, istnieją profesje od których wolałbym aby trzymał się z daleka.
Jak jednak nie popaść w pułapkę naprawiania na dziecku swoich błędów, realizowania swoich niespełnionych ambicji?

Córka moich znajomych, pannica jedenastoletnia, miała kiedyś marzenie aby zostać archeologiem. Pomyślałem super, ja też miałem taką pasję. Wówczas miałem przed sobą jeszcze dwa lata aby stać się ojcem, pomyślałem więc, że na cudzym dziecku mogę zrealizować swoje niespełnione marzenie. Opowiadałem jej historie jakie przydarzyły mi się podczas pracy jako pomocnik na wykopaliskach archeologicznych, kiedy to dorabiałem sobie w wakacje, pomiędzy kolejnymi klasami  liceum. Wspólnie z Adą przekopaliśmy nasz ogródek w poszukiwaniu reliktów zamierzchłych czasów. Zardzewiała podkowa, stare kute gwoździe i coś metalowego i bardzo skorodowanego co nazwałem „wichajstrem” urosły do rangi skarbu tysiąclecia i przez całe lato przechowywane były przez nią z czcią należną mitycznemu świętemu Graalowi.

Kiedy spotkałem ją po kilku miesiącach i dowiedziałem się, że archeologia poszła w odstawkę nie zdziwiłem się specjalnie ani nie zmartwiłem. Dzieci są tak ciekawe świata, że często zmieniają swoje zainteresowania. Dotknęło mnie co innego, powód dla którego to zrobiła. Kiedy z wypiekami pochwaliła się rodzicom swoimi znaleziskami i zapowiedziała, że zostanie archeologiem, ci przeprowadzili z nią krótką rozmowę.
-Archeologiem?
-Tak.
-Ale po tym nie ma pieniędzy, będziesz klepać biedę i ostatecznie wylądujesz na kasie w Tesco.
Chcesz tego?
-No nie, ale...
-Pamiętasz jak mówiłaś, że chcesz mieć duży dom o stu pokojach? Żeby mieć taki dom musisz dużo zarabiać.

Jakiś czas później zapytała mnie kim warto zostać, żeby dużo zarabiać. Znam kilku ludzi, którzy realizują się w dość niszowych i nie uważanych za szczególnie dobrze płatne zajęciach a jednak nie narzekają na brak pieniędzy. Nie wiem ile zarabiają i nie jest to dla nich i dla mnie istotne, gdyż wybrali swoje ścieżki kierując się pasją. Swoje zainteresowania zaczęli rozwijać jednak dość wcześnie, mieli szczęście, a w zasadzie mieszaninę szczęścia i mądrości, być może w tym ważnym dla nich momencie życia kiedy chwalili się swoimi „skarbami” stała przy nich osoba, która powiedziała – to świetnie, to bardzo interesujące, możesz na mnie liczyć.

Ile razy zabito nasze marzenia, jak często jako rodzice, będziemy zabijać marzenia naszych dzieci?
Tytuł „do broni” pasuje do zabitych marzeń, mam jednak nadzieję i cały czas szukam odpowiedzi jak je obronić. Zarówno te swoje, które jeszcze się tlą, jak i przyszłe marzenia mojego syna.


Related

emocje 80794573785453193

Prześlij komentarz

  1. Temat na długie refleksyjne wieczory.
    Pytania: Ile razy zabito nasze marzenia, jak często jako rodzice zabijamy marzenia naszych dzieci? Cały czas szukamy odpowiedzi jak je obronić, zarówno te swoje, które jeszcze się tlą, jak i przyszłe marzenia - twojego syna.
    Odpowiedzi nie należy szukać w przeszłości, niespełnionej przeszłości. Należy jej szukać w przyszłości. Trzeba zdecydowanie, uparcie dążyć do celu. Jako dorosły człowiek mamy możliwość wyboru, możliwość spełniania swoich marzeń, czego one by nie dotyczyły. Jest przysłowie które brzmi: „Upór się opłaca”.
    Natomiast jeżeli dotyczy to naszych pociech jest już inaczej. Decyzji o wyborze i spełnianiu marzeń dziecka dokonujemy w dużej mierze sami, jest to nawet od nas zależne, czy chcemy tego czy nie. Forma przekazu wiedzy w rozmowach z naszymi pociechami od młodych lat jest bardzo ważna, odpowiedzialne kierowanie, używanie zdań, związane jest z wychowaniem dziecka. Słuchanie i realizowanie jego potrzeb również. Dla przykładu, każdy rodzic zwraca uwagę na słownictwo jakim operujemy przy rozmowie z dziećmi. Nie chcemy przeklinać, podnosić głosu, kłócić się, ponieważ prowadzi to do agresji, źle wpływającej na rozwój dziecka i jego otoczenie. Przy dziecku staramy się być idealni, uważając że ochroni to naszą pociechę przed tymi grzechami. Zadaję sobie teraz pytanie, czy to jest możliwe? czy sami w ten sposób nie krzywdzimy dziecka? przecież oszukujemy, pokazując mu inny zupełnie świat, niż ten w którym się znajduje. Niech każdy z nas odpowie, czy nasz rodzic uchronił nas od tego? Niestety nie, nie jest to tak kolorowe, jakby się wydawało. Na wybory zainteresowań naszych pociech wpływają przede wszystkim czynniki zew. otoczenie w jakim się dziecko obraca, tudzież szkoła, znajomi rodziców, rodzina, dzieci z „podwórka”, media, Internet, kolorowe czasopisma, ettecera.
    I teraz, w zależności od naszego rodzicielskiego pokierowania rozmową z dzieckiem, przygotowania dziecka do czasów rzeczywistych, uświadomienia małego niedojrzałego człowieka, chłonnego wiedzy, o czyhających go niebezpieczeństwach za „rogiem”, o problemach z jakimi przyjdzie mu sie borykać, dotyczącymi dorastającego szkraba, możemy te marzenia uratować, pozwolić dziecku dokonać wyboru, ”pomagając” w tych że decyzjach naszym zdobytym doświadczeniem życiowym.
    Nie wpadajmy w przepaść, nie lekceważmy języka naszego dziecka, którym ono stara się przekazać nam swój problem, poprzez słowo, zdanie, rysunek, czy tez gest. Wszystko może się potem okazać bardzo ważne.

    OdpowiedzUsuń

emo-but-icon

Follow Us

gorące tematy

Recent

Comments

Side Ads

Text Widget

Connect Us

item